2010-05-01...
2010-05-01
Dzisiejszy wpis skończy na jakiś czas pisanie mojego pamiętnika, wiele osób uznało mnie winnego całego zła świata, że ja wszystkiemu jestem winien. Coś co miało być szczerą relacją z mojego życia, coś co miało być dokumentem z niego stało się czymś najgorszym , więc kolejny etap w życiu trzeba zakończyć, żeby innym żyło się lepiej. Tyle słów wstępu, a dzisiejszym tematem jest idea życia i abstrakcja z nim związana. Niby każdy z nas walczył o to żeby wygrać, żeby się urodzić, każdy z nas jest tym najlepszym z najlepszych, a my…a nam się nie chce żyć. Jest to pogląd bardzo dużej części młodzieży, nie mówię ,że każdy się zabije…to nie sztuka Szekspira, ale to też nie zmienia faktu ,że bardzo duża część młodych ludzi myśli o śmierci. Przykład? Dziewczyna tak mocno kocha chłopaka, chociaż ten nawet czasem na to nie zasłużył ,że jest w stanie zabić się ,,dla niego’’, czyli w momencie , gdy on już jej nie chce. Inny przykład, taki , który pokazuje inny biegun myśli, a mianowicie osoba, która żyje sama, jest przez świat odsunięta, przez ludzie nie lubiana…Dziwne to wszystko, ponieważ z każdym dniem każdy traci ochotę na różne czynności, czasem wolimy uciekać w zajęcia, w pracę, w inne zajęcia powodujące ,,odpoczynek’’. Po prawdzie co nam to daje? Sam jestem nie raz świadkiem, gdy z kimś rozmawiam szczerze, a wieczorem się zastanawiam czy ta rozmowa była dziś czy wczoraj, jakbym nie mógł odnaleźć umiejscowienia tego zjawiska w czasie. Często też zarzucane mi jest coś w stylu: ty mnie słuchasz. Wbrew pozorom zawsze słucham, tylko czasem informacje potrafią tak się przemieszać, że po chwili refleksji dopiero dochodzę do głównego wątku… Cóż…jak odchodzić to w wielkim stylu, ale życie i tak będzie się toczyło dalej, beze mnie, dla wszystkich, którzy tak uważają dedykacja i piosenka Queen-the show must go on…
2010-04-30
2010-04-30
Podsumowanie dzisiejszego dnia zacznę od piosenki, która jest zadedykowana pewnej osobie lubiącej zespół wykonujący ten utwór, a mianowicie Verba-Mogliśmy. Jedna z piosenek , która posiada bardzo wyraźny przez, przekaz chłopaka, który może czekać na dziewczynę, ale ta musi mu dać nadzieję, coś co pokażę ,że to wszystko jest poważne, bardzo ciekawy tekst, pouczający i taki życiowy. Odnośnie całości dnia…trochę boli mnie głowa, może z racji małej ilości snu…nie wiem…nie mogłem jakoś usnąć. Dziś odebrałem świadectwo ukończenia liceum, jakoś się nie ciszę, trochę porażka to wszystko ,ale cóż, trzeba się przyzwyczajać do życia. Wyszedłem z uroczystości po otrzymaniu świstka, nie miałem zamiaru ani oglądać części artystycznej, ani tym bardziej żegnać się z klasą, ja pożegnałem połowę ludzi już dawno temu, od początku ta klasa przypominała zjazd wiejskiej hołoty niż klasę. Poza tym chciałem szkołę opuścić sam, sam do niej przychodziłem, sam ją opuściłem. Fajnie było zobaczyć się z Maćkiem, stare czasy. Nic nie piłem, nie było co opijać, bo taka prawda, podobnie kończę, bo zaczynałem liceum na trzeźwo. Trzeźwo zaczynałem ,a kończę ,,pijany’’ od doświadczeń, czasem może się od tego wszystko w głowie zakręcić, cóż…pewien etap w moim życiu się zakończył, czy się cieszę? To już inne pytanie, raczej nie, żałuję momentu jak przychodziłem do tego LO, wielu chwil będąc tam nie chciałbym przeżyć. W życiu staram się nie mówić, że to jest jeden błąd, a to następny, nie, tutaj błąd był jeden, a mianowicie pójście do tej szkoły, a to co tam się już wydarzyło jest konsekwencją tego wszystkiego, taka jest przykra prawda. Dzisiejsza strona z pamiętnika może nie jest subtelna, ale jak zawsze starałem się muzykę dobrać do pory…
2010-04-29
2010-04-29
Każdy jest aniołem na swój sposób, w jednym z moich utworów (tytułu nie podam), który zna ktoś mi bliski opisałem ostatni rok, wiersz powstał latem ,ale obowiązuje po dziś dzień, o to fragment:
Co się ze mną dzieje?
Czemu jakiś złowieszczy wiatr wieje?
Czemu stają się moje skrzydła czarne,
A serce we mnie takie marne?
Już chyba wiem co się stało,
Chociaż widzę mało…
Coś z oddali dostrzegam, to smutek,
Ale od czego jest taki skutek?
Czuje jakby ostrze wbite w ciało.
Spadam…widzę świat na biało
I uderzam w ziemskie włości,
Ale nie ma we mnie złości,
Czuje jedynie ból przenikliwy
I wiem ,dlaczego jestem taki tkliwy.
Mój czas dobiegł końca,
Umieram patrząc na zachód słońca,
Ale wiem, że moja historia przeżyje wieki
I choć czasem łza wypłynie spod powieki
To miłość zawsze będzie jak twór z nieba,
Będzie dla zakochanych tym ,czym dla żebraka kromka chleba,
A tych co samotność zabiła,
To zapalmy im znicz, na to ich dusza zasłużyła…
Tutaj uznałem samotność jako czynnik ,który może zabić człowieka, dziś trochę zmieniam kąt patrzenia na tą sprawę, po prawdzie dawno temu zamiast słowa SAMOTNOŚC w przedostatnim wersie było inne, ale to tylko w pierwszych egzemplarzach jest widoczne. Każdy patrzy jak wbić nóż w ranę, a uważają się za lepszych, według mnie są to nic nie warci pozerzy i tandeciarze, a osoby nabierające się na ich domniemany patos…cóż, same powinny się zastanowić nad ich wpływem. W życiu chodzę swoimi ścieżkami, staram się omijać chamstwo, ale cóż, często napotykam takie osoby, one też muszą żyć, chociaż ich wartość jest nikła. W życiu trzeba pokazywać charyzmę, walczyć z przeciwnościami, od razu do głowy przychodzi mi kolarz Lance Armstrong, 7-krotny zwycięzca Tour de France, specjalista w tym fachu, bo takie wyścigi trzeba umieć rozgrywać, a peleton zawsze oglądał jego plecy, w sumie jedyny moment kiedy byli z nim to start i potem koniec na Polach Elizejskich. Chciałbym być takim człowiekiem, ponieważ on nie załamał się nawet wtedy , gdy zdiagnozowali u niego raka, pokonał go i wygrał bardzo dużo. Dziś jedynie mogę mu złożyć hołd na dwa sposoby ,a mianowicie kupiłem i noszę opaskę LIVESTRONG, które wspiera Jego fundację i podczas każdego wyścigu jest moim faworytem. Życie jest wyścigiem kolarskim, oj to prawda ,ale tutaj zależy czy jesteśmy sprinterami czy góralami. Sprinter ma szansę wygrać kilka etapów, czasem wyścigów jednodniowych, czasówek, ale nie ma szans w górach ,a góry…hm…one decydują np. w Tour de France. Po prawdzie tam uciekinier nie zawsze wygrywa, bo młodych wilczków jest dużo, oni zazwyczaj beznadziejnie chcą sami wygrać, tutaj trzeba mądrej i chłodnej głowy, nie sztuka mówić ,że jest się opanowanym, sztuka nim być, a zazwyczaj opanowanie znika w momencie, gdy ktoś głupszy udaje mądrzejszego niż jest. Wielcy wiedzą kiedy zaatakować i wygrać, a słabeusze tylko myślą, a ich myśli są mało realne, a szarość oceniamy my sami, bo ktoś z natury mało wart nie może tak mówić o innych. Dura lex sed lex. Natury się nie oszuka, ona zawsze jest w człowieku. Śmieszy mnie, gdy ludzie mówią: znam wszystko, jestem diamentem bez skazy , pracuję zawsze w białych rękawiczkach, bo zemstą się brzydzę. Samemu czasem przesadzam, wszystkiego nie znam, ciągle mnie świat potrafi zdziwić, a ludzie w subtelny i delikatny sposób okłamywać, przyglądam się temu czasem z uśmiechem, bo w pewnym momencie kłamstwo wyjdzie na jaw, a wtedy jak światopogląd się zmieni…właśnie…jak bardzo się zmieni.
2010-04-26/28
2010-04-28
Od czego zacząć ten tekst…bardzo trudno jest wybrać wydarzenie stosowne. Może słowa, które ktoś wypowiedział ,,może to dziwnie zabrzmi ,ale jestem przy Tobie’’ ,ale czy aby na pewno? Śmieszne to , bo już zatraciłem się w szyku słów i zdań, bo gdzie jest prawda. Słowo prawda po raz wtóry gdzieś odeszło. Ja, czyli ten zły, zawsze tak było i tak będzie, nie będę inaczej postrzegany. Szczerze…wrogów mam w dupie i tutaj zacytuję fragment piosenki, która będzie piosenką tych trzech dni, a mianowicie: ,,środkowym palcem pozdrowić wrogów’’ , piosenka to oczywiście Tede- wielkie joł. Co do wszystkiego szukam osoby, która powie mi szczerze jak jest, powie odejdź lub bądź. Mam stosunkowo niewiele czasu na ten krok. Nie jest tajemnicą ,że studia ,a dokładniej miejsce będzie skutkiem tego nazwijmy to wcześniejszego wyboru, jak będę miał do kogo wracać to będę się starał o Uniwersytet Jagielloński lub Uniwersytet Wrocławski, ale jak nie będzie nikogo priorytetem będzie Uniwersytet Gdański, dziwny wybór. Wiem ,ale ta decyzja leży u kogoś w dłoniach, czuję ,że ta osoba już wybrała co jest najważniejsze. Jedyne czego nie chcę to być drzwiami awaryjnymi, jak coś nie wypali to jestem ja, nie, bo ja tez mam uczucia, też jestem człowiekiem i choćby było we mnie prawie samo zło to jest odrobina dobra. Przedmiotem nie jestem, mam wolną wolę. Przykro mi jest czasem , gdy ktoś jest smutny z jakiegoś powodu, a potem ta osoba wraca jak bumerang do tego stanu. Masochizm? Nie wiem, nie mnie to oceniać, nie chcę w życiu źle. Szczerość? Staram się, nie zawsze mogę, czasem musze milczeć, bo to mniejsze zło. Spójrzmy ile razy dziś zastosowałem słowo zło odnośnie swojej osoby, może rzeczywiście jestem taki zły i najgorszy, ten co nie umie szanować, czyha tylko na chwilę słabości, jest jak hiena, ciągnie do krwi jak szczur. Jeżeli tak jestem postrzegany to chce to wiedzieć, naprawdę nie będę zły na tą lub te osoby, ale chciałbym wiedzieć. Powiedziano mi ,że wiem na czym stoję, owszem, na szalach wagi. Tylko tutaj może się przypomnieć mit o wdowim groszu, że był tak ciężki jak ciało św. Wojciecha. Tutaj tym groszem jest zło, zło z przeszłości, a dobro na drugiej szali, choćbym nie wiem jak się starał to i tak jest widoczne jedno. W życiu albo coś widzimy, albo mówimy ,że widzimy, a w rzeczywistości mało nas to obchodzi. Ile jestem wart? Zależy dla kogo. Uważam ,że jestem bezcenny, ale nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu, po prostu nikt by nie chciał za mnie dać ,ani złotówki, bo przecież ja jestem jedynie zwykłym człowiekiem, mnie się nie należy nic, więc co ja chce? Ktoś ma jeszcze jakieś koszty ponosić?! Ubliżyło by im to, bo ja na to nie zasługuje. Szczerze bardzo dużo rzeczy widzę, co jest pozytywne? Nie otworzyłem się przed nikim, każdy widzi to co ja chcę, tyle na ile ja pozwalam, ja mogę pomagać, doradzać, ale wiem ,że i tak nikt nie chce słuchać moich chwil słabości. Dawno temu pokazałem przed kimś słabość, czułem ,że mogę tej osobie się zwierzyć, ta osoba na koniec danego okresu powiedziała ,ze byłem zbyt problematyczny. Ktoś w komentarzach na tym blogu napisał ,że skarbem dla kobiety, gdy jej mężczyzna może uronić przy niej łzy, bo czuje się tak pewny. Nie jest to ,,spisane’’, tylko taki był sens. Kocham polemikę i tutaj też ją zastosuję, a mianowicie szczerość nie do końca jest zawsze skarbem, bo czy wiele osób szczerości oczekuje? Ja starałem się mówić szczerze, nie wychwalałem się czynami, były robione w ciszy, ale z serca i…i nie miały wartości, bo jak coś nie ma dźwięku to i nie ma wartości, c’est la vie. Łzy raz mnie zgubiły, od tego czasu staram się ukrywać wszystko, od radości po żal, jest to pewnego rodzaju twardość, ale to co mam w sercu i w głowie…są inni, zakochani, a ja jestem Smutkiem, który widocznie jest nikim, głupi szaraczek, który wszedł do świata , gdzie Go nie chcą, chciałby tylko wiedzieć, czy ma odejść. Są od niego ludzie więksi, na owy czas lepsi, on nie wiele może dać poza uczuciem, dobrymi chęciami i pomocą, to jest naprawdę widocznie za mało, więc on jest skazany na porażkę. W Boga nie wierzę, więc nie dam takiego porównania, ale dam inne, a mianowicie szachowe, na mojej planszy każda figura jest ważna, najważniejsza wbrew pozorom królowa, bo to ona może dać mi zwycięstwo, ale wiem jedno, gdy już nadejdzie decyzja z góry to…położę króla na szachownicy i odejdę z honorem od stołu wiedząc ,że nie mam sobie nic do zarzucenia, bo chciałem zrobić coś dobrego, ale odebrano mnie inaczej…
Adnotacja
Nocne przemyślenia
To powinna być oddzielna grupa, taka jest prawda, ponieważ nocą przychodzą najróżniejsze myśli , często te najgorsze, ale szczere. Co dziś…dziś ,że nie powinno się oceniać okresu, kiedy się go nie zakończyło, a no właśnie, mnie życie nauczyło ,że jak czegoś definitywnie nie kończę to do mnie wraca, często ze zdwojoną siłą. Przed chwilą kończąc trzeciego Marlboro zastanawiałem się nad tym wszystkim i pierwszym czymś właśnie jest ten nałóg, rzuciłem go nie wiem po co, taka prawda… z wieloma rzeczami i nie tylko niby kończyłem, a potem i tak na jedno wychodziło… ludzie się zmieniają, ale są też tacy, którzy przy takim samym stanie jak byli dawniej pozostali, nie mówię o sobie, bo sam…sam miałem tyle metamorfoz, że wszystkie wymienić…bardzo dużo czasu by mi to zajęło. Świat…świat mi na każdym kroku pokazuje ,że w cenie są osoby , które się nie starają, brzmi to dziwnie, ale taka prawda. Osoby podchodzące lewacko do życia są w cenie, one są najważniejsze, one się liczą, samorodki wręcz. Przyglądam się temu wszystkiemu, z cierpliwością, przyjmując czasem nawet obelgi pod swoim adresem. Śmieszne jest to życie, śmieszne, bo ludzie są tak zakłamani, liczy się tylko to co oni widzą ,to co złe jest pamiętane, taki relikt przeszłości. Ja…ja pewnie odejdę w niełaski za niedługo, nie jestem prorokiem ,ale czasem następuje takie zużycie materiału, a mianowicie jak nam coś niepotrzebne to…wyrzucamy. Inne pytanie czy chcę być tego typu, nie bójmy się tego powiedzieć…śmieciem. Śmieci się tak wyrzuca, bo już nie mają wartości. Smutne to wszystko, bo widzę świat w szarych barwach. Chciałbym po prostu znać prawdę czy ja staję się takim śmieciem, czy zostanę wyrzucony do kosza, bo tam może ktoś zauważy coś innego, coś wartościowego we mnie, bo osoby mi bliskie…chyba nic nie widzą we mnie. Dziś idąc koło kina w Częstochowie zastanawiałem się do czego jeszcze mogę przyrównać życie, naszła mnie myśl ,że jest to taki mecz w snookera, staramy się wbić jak najwięcej , ale czasem nawet 100% bila potrafi nie wpaść, przegrywamy jedna partię, kilka i w końcu mecz. Może to jest złe takie podejście szarej eminencji w ciszy, może trzeba iść i krzyczeć żeby zostać zauważonym…eh…tylko jaki w tym jest sens? Miłość…co to słowo znaczy, chyba jej nie poznałem, jest to przykre ,ale…trzeba czasu, może też i spokoju. Szukam wolności, mojej wolności, a napotykam kolejne płoty, blokady. Kłamstwo, a no właśnie, może lepiej kłamać? Może rzeczywiście trzeba być takim jak jestem postrzegany, czyli kimś najgorszym, bez uczuć, być osobą ,która przejdzie obok i pokaże prawdziwy egoizm. Milczenie…brzmi jak przyzwolenie, bo jak inaczej nazwać stan, gdy nie reagujemy na np. obelgi pod adresem osób ,które są (niby) nam bliskie. Podwójna moralność, dwa światy połączone w jeden, dualizm zachować, można to nazywać różnie. Dziś siedząc na fotelu zastanawiam się co ze słów, które zostały wypowiedziane od lutego jest prawdą, a co fikcją pod publikę. Kto jest oszukiwany, bo jeżeli ja…chciałbym to wiedzieć, tylko tyle, albo aż tyle. Mam grzechy na swoim koncie, trochę się uzbierało za dawne czasy, ciekawe jest to ,że je zauważam, że o nich mówię, a może lepiej powiedzieć tak jak w piosence Edyty Geppert: nie żałuję, przeciwnie, bardzo Ci dziękuję…a no właśnie, co lepsze. Nie chcę być ciężarem jeżeli jestem zbyteczny , nie chcę być 5 kołem u wozy, nie chcę być kimś kto liczy na porażkę innych, nie chce żeby tak to wyglądało. To co pisze, mówię i robię jest szczere, postępuję według swoich zasad, które fakt faktem czasem łamię ,ale nie dla siebie ,a dla innych ,żeby oni byli szczęśliwi, zabieram sobie szczęście żeby inni mogli być radośni. Mogę być błaznem, kawalarzem, każdym, ale co w sercu mam…a no właśnie…może lepiej powiedzcie, że nie mam serca, że mam tylko mięsień żebym nie zdechł, tak będzie chyba bezproblemowo i lżej. Zbliżam się do Rubikonu ,o ile już go nie przekroczyłem, bo czasem czuję ,że już tam jestem…
2010-04-25
2010-04-26
I kolejna niedziela. Inna niż wszystkie, to fakt, dziś tak po prawdzie nie czułem ,,magii’’ tego dnia, jakby to była sobota, bo już szkoła praktycznie się skończyła to każdy dzień jest jak weekend. Poranek tradycyjnie jako kibic, tym razem walka Tomasza Adamka, miło oglądać zwycięstwo Polaka. Cały dzień był szczerze nudny, trochę sobie pospałem, poczytałem. The end niby. Co jeszcze…hm…jak zwykle muzyka, chyba ona daje mi strzępki radości, ukojenia w bólu. Życie jest śmiertelną chorobą, ale jej czasem jesteśmy my sami. Sami decydujemy o wszystkim, nawet odejściu. Chyba sztuką jest w tym wariatkowie przeżyć 70…80 lat. Czasem tak się zastanawiam jaki będę nie za tyle, bo wątpię żebym dożył (starczy mi 65 lat, to będzie wynik), więc jaki będę za rok? Może dwa? 3 lata minęły odkąd przekroczyłem progi mojego liceum, szczerze Karolina powiedziała mi: nic żeśmy się nie zmienili, jesteśmy tacy sami jak wtedy. Błąd, nie jesteśmy tacy sami, kiedyś byłem szczęśliwszym szczeniakiem, nie wiedziałem co może mnie spotkać, a potem przyszła miłość, potem niby następna. W ciągu 3 lat przeżyłem tyle ,,pobić’’ ,złych słów, niszczenia świata, mojego świata, że trudno powiedzieć : nic się nie zmieniło. Poznałem słowo MIŁOŚC i PRZYJAŹŃ na wielu płaszczyznach, chwilę dawano mi radość, potem odebrano, niszczono. Uważano ,że tak jest lepiej, zatraciłem siebie na wiele miesięcy, po czym znowu ktoś chciał mi dać jałmużnę i znowu zakpiono ze mnie…wpadłem w różne nałogi, piłem dużo, parę razy straciłem aż świadomość, a to picie było trochę jak z utworu ,,Mały Książe’’, gdy Mały Książe ląduje na planecie zamieszkiwanej przez pijaka i pytanie: dlaczego pan pije? By zapomnieć , że piję. To jest chyba dobre podsumowanie, piłem po to by zapomnieć o tym co robię, o tym co mnie męczy. Wiedziałem ,że osoby mi bliskie czasem nic nie robiły, najważniejsza…była na mnie zła, obrażona za wcześniejsze wybryki. Opuściłem się w nauce, we wszystkim, zamknąłem się w sobie, cały czas tak jest, skrywam w sobie ogromne pokłady tajemnic, zastanawiałem się nad psychologiem, tylko…czy on mi pomoże? Piosenka na dziś to…Jeden osiem L- jak zapomnieć…
2010-04-24
2010-04-24
Poranek, a w zasadzie dzień rozpoczął się o 2, bo wtedy wstała również Aguś, szykowała się przed wylotem. Trochę posmsowaliśmy, bała się trochę , ale ja powiedziałem prawdę, że nie musi się obawiać ,że jestem obok. Byłem obok, nie na siedzeniu w samolocie ,ale w jej pamięci. Dzisiaj mój tata obchodzi 42 urodziny, był tort, szampan, ogólnie myślałem ,że nieźle spędzę dzień. Wraz z wieczorem naszła mnie chandra, smutek, żal…już nie wytrzymałem… Prawie 40-minutowa rozmowa z Pawłem przez telefon, jak on sam określił: nic nie mogę powiedzieć, milczenie jest najlepszą odpowiedzią…miał rację. Dziś planowałem zrobić jakieś wypracowanie z całego dnia, a kończę zaledwie po kilku zdaniach…jestem zmęczony, z żalu trochę wypiłem i w sumie ledwo widzę co piszę… muzyka to: Dżem- list do m., który rozwinę w niedzielnej myśli ,a dziś…idę trzeźwieć…
2010-04-23
2010-04-24
Piątkowy dzień, koniec tygodnia. W sumie miły czas, pozostało mi jeszcze 7 dni do końca liceum. Dziwne uczucie, gdy po tylu latach takiej dziecinnej nauki wychodzę na świat, potem matura i studia, ale studia to już nie to samo. Dzień ten był nacechowany różnymi emocjami. Pisałem wypracowanie maturalne z j. polskiego-rozszerzone, temat stosunkowo przyjemna ,bo analiza utworu Wisławy Szymborskiej, napisałem 4 strony A4 ,nie wiem jak mi pójdzie, może będzie koło 70-80%, a może nie trafię w klucz i 40% , nie mam pojęcia. Szczerze myślałem w tym dniu o czymś innym, o tym ,że Agnieszka zniknie na trochę długi czas, pożegnanie, liczę ,że chwilowe, że to nie jest słowo żegnaj, a do zobaczenia. Potem dzień ten ułożył się dosyć spokojnie, ponieważ odebrałem prezent dla taty, potem na piwko z Pawłem, w końcu trzeba jakoś odreagować te wszystkie stresy, nerwy i etc. Powrót do domu autobusem, w spokoju na niego zdążyłem, nie musiałem ani biec, ani nawet szybko iść, po prostu spacerek. Dom to dobry obiad, kąpiel słoneczna na dworze po nim. Rozmowa z Agnieszką, w końcu jutro leci do Niemiec…Piosenka na dziś to utwór, który powiedziałem dawno temu ,że jest o mnie. O mnie do niej, chodziło mi głównie o tytuł, a to ona zdefiniuje lub zdefiniowała czy mówiłem prawdę… utwór ten to Queen-I was born to love sou. Chyba tyle w woli wspomnień na dzień dzisiejszy.
2010-04-22
2010-04-22
Kolejny dzień z kategorii braku radości. Poranne zawahanie: iść do szkoły/nie iść… tradycyjnie jedna osoba mnie przekonała żebym szedł, że ona tam będzie, w innym wypadku nie poszedł bym na pewno. Osiągnąłem już chyba stadium , w którym nikt się mnie nie pyta o humor, bo zna odpowiedź ,pracowałem nad takim spokojem bardzo długo. Wracając do szkoły zdałem sobie sprawę ,że bardzo za nią będę tęsknił, tylko ,że szkołą jako ludźmi, ktoś pozostanie w niej, część osób ważnych pójdzie w świat…taka chyba kolej rzeczy. Nie chce już mówić o smutku, o tym co dziś czułem, bo to już jest chyba monotematyczne…a jak już sam zdaję sobie z tego sprawę to jestem o krok od usunięcia czegoś. Dziwna zasada…. Brat mi na kartce narysował teraz gwiazdy i powiedział: spójrz, takie same są za oknem. Spojrzałem w niebo i zobaczyłem piękno, spokój. Czasem jest mi za bardzo przykro, marzę o spokoju, w niebie jest pięknie. Życie…niewielu doświadcza chyba w nim raju, dla mnie to jest coś ciężkiego, o rzeczach ludzkich marzę, a zło mam cały czas… Patrząc w oczy Agnieszce widzę, że ona jest szczęśliwa z mojej obecności ,ale widzę również jak mówi: nie mogę się odwdzięczyć za to co robisz. Ja to widzę…nie chodzi mi o tantiemy za pomoc, ale widzę ,że czegoś nie można przeskoczyć, że nie można życia zmienić. Umiem doradzić ,ale nie sobie, sam sobie nie radzę w tym w czym pomagam… abstrakcja… ciekawe kiedy nastąpi czas, gdy będę mógł być chociaż trochę szczęśliwy, gdy będę mógł powiedzieć ,że czuje się szanowany, gdy będę mógł powiedzieć ,że znalazłem spokój duszy… Piosenka na dziś nie była taka oczywista, nie odnosi się bezpośrednio do tematyki ,ale trudno jej nie uznawać… Dżem-skazany na bluesa. Zacząłem słuchać takiej muzyki żeby znaleźć ukojenie, powili już nie mam siły, mam w sobie coraz mniej wszystkiego….
2010-04-21
2010-04-21
W sumie opis dnia miałem od czego innego zaczynać, dać inną piosenkę ,ale jednak nie… Cóż, dzisiejszy dzień…hm…chyba jedyną pozytywną rzeczą był spacer i lody. Dalej…trochę mi się przykro zrobiło, zabolały mnie słowa: lepsze to niż nic. Nie wiem czy to było napisane pod wpływem chwili, nie wiem, ale powiedzenie czegoś w stylu dobrze ,że ktoś jest ,bo nikt inny Cię nie chce…boli i to bardzo, ale cóż… Nie jestem koszykarzem, nie jestem siatkarzem, nie jestem nawet wysoki, ale jestem człowiekiem, istotą z uczuciami… no właśnie, chyba jeszcze z uczuciami… coraz mniej we mnie z człowieka, czasem jak mnie złapie taki nastrój to człowiek dla mnie nie ma żadnej wartości, liczą się nieliczni ,a obcy…co mnie obchodzą obcy? Teraz do wierzących…mówicie Bóg jest, Bóg wynagradza za dobro…śmieszni są tacy ludzie, kiedyś wierzyłem, jestem ochrzczony, mam nawet bierzmowanie i co? Modliłem się nie raz, prosiłem o wiele rzeczy, nie materialnych, o pomoc, o wsparcie i co? Gówno od tej niby potężnej mocy otrzymałem, przyglądałem i przyglądam się złu , które mnie otacza, ludziom, którzy nie wiadomo w co wierzą, na butę i zakłamanie… On dobrym daje? Widać musze być bardzo złym człowiekiem, bo nic w życiu nie dostaję za darmo, o wszystko trzeba walczyć i czasem nawet to jest poza zasięgiem, jestem różnie traktowany, jestem gorszy… Ani zło, ani dobro nic mi nie dało, znaczy nie, inaczej, dobro dało mi ,że wielu ludzi mnie serdecznie wykorzystało , kopnęło w dupe i pozostawiło jak psa, tutaj szczególne pozdrowienia dla tej co przepraszała za to ,że dała mi nadzieję latem, mówiłaś: jestem zawsze szczera, bezpośrednia… ciekawe gdzie? Nie udało się zaimponować byłemu to ja już nie byłem potrzebny… to jest jeden przykład, więc dobro uczyniło mnie frajerem…zło…przynajmniej większość ludzi się… odwróciło, zostałem prawie sam, było mi źle ,ale jak byłem dobry to było mi lepiej? Do końca mojej edukacji w liceum pozostało 9 dni, potem matura, te 3 lata to była prawdziwa Boska komedia Dantego, tylko ja nie zaczynałem od piekła, a od nieba… Poznałem wielu ludzi , którzy byli niby przyjaciółmi…pomijam Oskara, tego to nawet nie można uchwycić w ramach zakłamania, on z nich wychodzi i zalewa świat kłamstwem, ale inne osoby… co mnie zdenerwowało już rano? ,,Co wy tacy smutni, uśmiechnijcie się chłopcy’’ ,że nie dodała: życie jest piękne…ale jak się ma tak nasrane w garach ,ze już w książce pisze się imię swoje i nazwisko chłopaka…Po maturze pewnie ślub, dziecko i pierwsza miłość, miłością życia… jak patrzę na wiele osób to się zastanawiam co one w życiu zobaczyły? Oni żyją w utopii… byłem kiedyś też bardzo zakochany, szalałem za nią ,ale wiedziałem ,że mam maturę, umiałem pogodzić wiele rzeczy, ale jak niektóre osoby zdają rozszerzenie ,a nie znają najprostszych rzeczy…a spojrzeć na nich to jakby mieli łóżka to by jak norki się… Oj nurtuje mnie to życie…Kiedyś jedna osoba powiedziała mi :to się powieś. Dziś nie wiem czy by powtórzyła te słowa, czemu? Widmo takiej rzeczy też mi przechodzi wbrew pozorom przez głowę, to co dziś miałem w autobusie do domu…musiałem sobie puścić muzykę w słuchawkach, bo myśli by mnie wewnętrznie dobiły…Piosenka jest również nie ta, którą zamierzałem…starałem się żeby była równie ładna i chyba jest…gary moore-still got the blues
2010-04-20
2010-04-20
Dzień rozpoczął się 6,30. Potem szybko się ubrać i wyjść na autobus. Jadąc do domu zastanawiałem się jak ten dzień będzie wyglądał. Szkoła…nie jest to jakaś rewelacja, ważne było to czy Fredziu sprawdził matury, pierwsza godzina właśnie z nim. Wyniki przyszły dość szybko, w sumie jestem średnio zadowolony, dostałem 72% z rozszerzenia, uważam ,że mogłem lepiej, ale lepsze to niż nic, potem religia i trochę śmiechu, bo ksiądz ateiście wstawił celujący na koniec, cuda po prostu. Nie sądziłem ,ze wos i religia już definitywnie oznaczają ,że będę miał pasek, niby w klasie maturalnej to nie jest jakiś zabójczy wyczyn ,ale na półrocze miałem 3,88,a teraz mam minimum 4,75. Najważniejsza na religii była jednak i tak pomoc Agnieszce, z chemią. Zastanawiałem się co oznaczał ostatni sms, żebym przyszedł po lekcji, wiedziałem ,że coś ważnego się stało. Tam była ona, we łzach, nie wiem czy moja obecność i jej koleżanek zadziałała na nią pozytywnie ,ale moim obowiązkiem było trwać przy niej, musi czuć szczere oparcie, że ma na kogo liczyć. Potem wyjście na pogrzeb Janusza Kochanowskiego, w końcu absolwent mojego liceum. Poszedłem w grupie razem z Agnieszką, w trakcie mszy wyszliśmy razem, Agnieszka by nie wystała tyle, przeszliśmy się kawałek po Jasnej Górze, by potem coś zjeść. W między czasie prowadziłem z nią dialog po angielsku, bo musi ćwiczyć przed wymianą, według mnie wypadła bardzo dobrze, ale dostała ode mnie 4+, ponieważ spodziewam się ,że następne rozmowy lepiej wypadną, według mnie jest dobrze przygotowana. Potem miłe pożegnanie, trochę przypomniały się dawne czasy. Następnie podróż do domu i odchyły Kozy…jaki wstyd z nim siedzieć…ale chociaż było się z czego pośmiać. W domku postanowiłem ,że musze w końcu zrobić sobie zdjęcia na świadectwo maturalne i pojechaliśmy do fotografa, tam miałem takie średnio miłe spotkanie z rodzicami mojej byłej, trochę się krzywili, ale ja jej nic nie zrobiłem , nie ja ją zostawiłem, odszedłem czysty jak łza, to ja powinienem mieć do niej ogromne pretensje, ale posiadam odrobinę taktu. Okulary zmieniły człowieka, sama zainteresowana kiedyś w alejach mnie nie zauważyła, miała prawo, bo trochę plastiku i metalu potrafi zmienić człowieka o 180 stopni. Po tym jakże miłym show poszedłem odebrać zdjęcia, byłem średnio zadowolony, bo stało się coś co chyba było następstwem całego dnia…na moich ustach widać lekki uśmiech, coś dla mnie dziwnego. Spowodowane jest to z pewnością naprawdę udanym dniem, po którym humor mi się poprawił. Cóż, po prawdzie tylko tyle się dziś wydarzyło, a co jutro? Nie wiem co przyniesie czas, natomiast wiem jaka piosenka jest myślą przewodnią dzisiejszego dnia, a mianowicie: Hey i przyjaciele- Moja i Twoja nadzieja. Piosenkę znalazłem całkowicie przypadkiem, ale od razu mi się spodobała. Wiem co będzie jutro motywem przewodnim, ale to musze jeszcze ,,skonsultować z góra’’ ,czyli z losem, ponieważ ja strzelam, ale kto inny kule nosi.
|